-
Colditzto miasto, położone w środkowowschodnich Niemczech, nad sennie płynącą rzeką Muldą Ćwikowską. To co wyróżnia je z pośród innych podobnych miejsc, to wspaniały, renesansowy zamek, który w latach 1578-1591 pełnił rolę rezydencji myśliwskiej saskich władców. Bryła zamku, po dziś dzień, malowniczo góruje nad miastem, łącząc się w ze średniowiecznym ryneczkiem, przy którym znajduje się ratusz miejski i szereg zabytkowych kamienic. Miasto znane było niegdyś z wyrobów ceramicznych wytwarzanych w miejscowych fabrykach, z racji znacznych w okolicy dobrych, pokładów gliny. Glinę tę wydobywano m.in. do słynnej manufaktury meloniki w Miśni.
Niechlubna historia miasta zaczęła się z chwilą założenia na zamku w 1933 r. obozu koncentracyjnego, w którym przebywało około 600 działaczy antynazistowiskich. W 1936 roku przekształcono go w obóz Służby Pracy Rzeszy, a w 1940 r. na słynny obóz jeniecki dla oficerów Oflag IV C. W obozie tym w latach 1939-1945 wiezieni byli polscy jeńcy wojenni, oficerowie i żołnierze Wojska Polskiego, uczestników walk w 1939 r w tym kilkunastu generałów oraz grupy wyższych oficerów Armii Krajowej. Wśród nich generał Tadeusz „Bór” Komorowski – komendant główny AK oraz pułkownik Antoni „Monter” Chruściel – dowódca Powstania Warszawskiego w 1944 roku. Wydarzenia z tego okresu obrazuje dzisiaj, muzeum utworzone w części pomieszczeń zamku.
Oprócz samego zamku w mieście zachowało się wiele urokliwych zakątków i zabytków, które prezentuje na fotografiach m.in. kościół parafialny św. Idziego z XV wieku, ratusz z 1657 r., kaplica cmentarna św. Mikołaja z pomnikiem poległych w I wojnie światowej, Wieża Hajmatu na wzgórzu, Töpelsberg, Muzeum Regionalne (w budynku z 1730 r.) oraz dom rodzinny Johanna Davida Köhlera z 1656 r.
W 2002 roku miasto dotknęła wielka powódź, która spowodowała wiele zniszczeń. Udało się jednak ocalić zabytkowe centrum miasta. Będąc w Colditz, koniecznie trzeba skosztowania lokalnego browaru, w jednym z ogródków wystawianych na ryneczku. Smakuje wybornie w otoczeniu historycznych murów. -
Boże Ciało to jeden z najbarwniejszych obrządków w Kościele katolickim. W Łowickiem, na Kurpiach i Podhalu, wielu wiernych uczestniczących w uroczystych procesjach, ubranych jest w tradycyjne stroje ludowe. To często ostatnia okazja, aby zobaczyć je na żywo.Ci co przyjechali do Łowicza, aby zobaczyć łowickie Boże Ciało z pewnością nie żałowali, gdyż czekały na nich wyjątkowe doznania. Wspaniała procesja mieszkańców w tradycyjnych strojach z niesionymi różnymi sztandarami, chorągwiami i feretronami, warsztaty ludowe na Nowym Rynku z twórcami ludowymi oraz piękna słoneczna pogoda. To wszystko sprawiało, że nudę nie było miejsca. A tematów do robienia zdjęć było mnóstwo.
Korzystając z okazji, podobnie jak setki fotografów, wybrałem się z aparatem aby uwiecznić to wyjątkowe, łowickie święto. Z racji pełnionych obowiązków zawodowych, nie zawsze mogłem uczestniczyć w tym niezwykle barwnym wydarzeniu. Tym razem się udało. Połączyłem pasję z pracą, a efektem tego jest właśnie ta galeria. Zapraszam więc do obejrzenia zrobionych zdjęć. Może w przyszłym roku ktoś z Was przyjedzie do Łowicza i samemu uwieczni procesję. Zachęcam. -
Nic nie zapowiadało tak tragicznego końca V Pikniku Lotniczego w Płocku. Świetnie przygotowana impreza, względnie dobra pogoda, różnorodność prezentowanych samolotów prowadzonych przez najlepszych pilotów, które można było uwiecznić swoim aparatem, gwarantowała wyjątkowe doznania. Niestety barwne, pełne akcji zdjęcia, naszego kolejnego wspólnego pleneru przykrył kurz smutku i zadumy nad przemijaniem.
Podczas ostatniego już pokazu, ostatniej figury akrobatycznej, zginął MAREK SZUFA, wicemistrz Polski w akrobacji samolotowej i kapitan boeinga 767 PLL LOT. Spadł do Wisły swoim samolotem akrobacyjnym Christen Eagle II N54CE na oczach tysięcy widzów.
To było moje pierwsze spotkanie z lotnictwem. Do uczestniczenia w Pikniku zachęcił mnie Sylver, który brał już udział w tego typu imprezach. Przedstawiamy Wam zapis zdjęciowy tego wydarzenia razem z zapisem ostatnich chwil MARKA SZUFY, którego pamięci dedykujemy te galerie. -
Sport jakoś nigdy nie wzbudzał we mnie większego zainteresowania. Należę raczej do osób, które co nieco na jego temat coś wiedzą, ale nie przedkładają go ponad wszystko. Wyjątkami od tej reguły są tylko Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej oraz mecze siatkówki, podczas których grają nasi reprezentanci.
Dlatego też gdy nadarzyła się okazja, z ciekawością wybrałem się na jeden z takich meczów. Grała wówczas Polska z Kubą. Wrażenie było niesamowite, a tematów do focenia mnóstwo. Oczywiście na spotkanie z wielkim światem sportu, zabrałem ze sobą aparat fotograficzny, licząc na ciekawe kadry. Najwięcej tematów znalazłem wśród samych kibiców. Zachęcam więc do obejrzenia zdjęć zrobionych podczas mojej pierwszej w życiu wizyty na tego typu imprezie. Po tym wydarzeniu, zmieniłem swój stosunek do tego typu imprez :) -
W tym roku udało mi się odwiedzić Saluzzo, małe miasteczko położone w północnej- zachodniej części Włoch. Oczywiście jadąc tam, nie zapomniałem zabrać ze sobą mojego towarzysza wszelkich wypadów Fuji FinePix S6500 fd, licząc na to, uda nam się uwiecznić piękne widoki i wspaniałą architekturę miasteczka. I nie zawiodłem się. Co prawda region Piemontu, gdzie leży Saluzzo, w niczym nie przypominał gorącego południa, to jednak ma w sobie coś czego warto doświadczyć. Zimowy krajobraz Alp ze średniowiecznymi budynkami zachwyca za każdym razem! Ach te Włochy!
-
Wyjątkowe to miejsce i godne odwiedzenia z aparatem. Od końca l. 70. gromadzone tam są zabytki (głównie drewniane) architektury z terenu dawnego Księstwa Łowickiego. Obecnie w skansenie możemy podziwiać i utrwalać aparatem blisko 40 obiektów, które zlokalizowane są według planu zakładającego ukazanie dwóch układów przestrzennych: tzw. starej wsi występującej do poł. XIX w., o kształcie zbliżonym do owalnicy z centralnym placem wioskowym oraz nowej wsi - ulicówki, powszechnej w II poł. XIX w. Zapraszamy w podróż do przeszłości.
Więcej na temat skansenu możecie znaleźć na: www -
Winter 2009 – to kolejny, tym razem samotny plener, ukazujący naturę w zimowej szacie. Co prawda kilka razy próbowaliśmy z Sylverem zaaranżować jakiś wspólny wypad, niestety nie udało się nam to z różnych względów. A to akurat mięliśmy inne sprawy na głowie, a to znowu pogoda była nie taka lub też po prostu nie było śniegu. Któregoś jednak dnia, zima w końcu zawitała w nasze progi i nie było już czasu na jakiekolwiek ustalenia. Po prostu wziąłem aparat i korzystając z wolnej chwili wyruszyłem w teren. Owoce mojego samotnego wypadu zamieszczam w galerii.
-
Kolejny wspólny plener z Sylver'em, choć był planowany okazał się bardzo spontaniczny. To z racji tego, że mieliśmy fotografować zupełnie "coś innego", ale z przyczyn od nas niezależnych musieliśmy zmienić plan. Choć pogoda nie była rewelacyjna postanowiliśmy poszwendać się po centrum Łowicza. Galeria pokazuje kontrastowość (choć nie ma tu pięknych znanych ujęć) naszego miasta, także i kolory na zdjęciach są kontrastowe.
-
Niedaleko Łowicza jest miejsce, gdzie czas się zatrzymał i zapisał w kamieniu. To Arkadia romantyczno sentymentalny park założony w 1778 roku przez Helenę Radziwiłłową z Przeździeckich, żonę Michała Hieronima Radziwiłła, właściciela majątku i pałacu w Nieborowie. To kolejne niezwykłe miejsce które odwiedziliśmy podczas jednego z naszych plenerów. W parku stworzonym w stylu angielskim, spotkamy wiele ciekawych, „dotkniętych starożytnością” budynków zachęcających do zadumy i zrobienia zdjęcia. Arkadia była uważana przez poetów za krainę wiecznego szczęścia – ziemski raj, symbol wyidealizowanej krainy spokoju, ładu, sielankowej, wiecznej szczęśliwości i beztroski. My z pewnością to wszystko przeżywaliśmy, chodząc jej ścieżkami i zapisując to co w danej chwili nam ukazywała. Czar prysł z chwilą wyjścia poza bramę Arkadii. Na pocieszenie, pozostały zdjęcia i zaproszenie na kolejny wiosenny plener. My chętnie z niego skorzystamy i Was również do tego zachęcamy. Tymczasem obejrzyjcie nasze zdjęcia, wykonane pod „bacznym okiem Diany, Murgrabiego i Arcykapłana”.
-
Na rozdrożu
Wyszłaś
z przydrożnej kapliczki
w umajony mleczem świat
poznał Cię skowronek
brzoza wyciąga ramiona
maczugi wierzb
strzegą bezpieczeństwa
i tylko ludzie
nie poznali,
że stoisz obok
Słowa wiersza Ewy Tomczak w pełni oddają sens i cel wykonania tych zdjęć, zamieszczonych w tej galerii. Często nie dostrzegamy piękna przydrożnych kapliczek i krzyży, pędząc w swoich blaszanych pojazdach XXI wieku. A tak naprawdę wystarczy na chwilę zatrzymać się, by poznać ich tajemnicę. Spojrzeć w oczy naszych polskich „Światowidów”. Rycerzy stojących na straży naszych dróg, miedz, pól, skwerów oraz dawnych traktów. Każda ma swoją historię i tylko od nas samych zależy, czy będziemy potrafili ją usłyszeć. Czy ukarzą nam się wydarzenia i ludzie, których dziś już nie ma, a którzy z wielką wiarą stawiali naszych „strażników”. Stań na chwilę i usłysz moc majowych modlitw. Tradycję naszych przodków. -
Lubię patrzeć w niebo, bo mówi mi, że jest coś jeszcze więcej, tam w górze, ponad ziemią. Lubię ścigać się z chmurami, układającymi się w fantastyczne wzory i obrazy. Kto z nas nie wierzył kiedyś w ukryte miasto między chmurami ? Kto nie chciał być aniołem wygrzewającym się w słońcu na chmurce? Chmury szczególnie wyglądają pięknie, gdy przecina ich blask wschodzącego i zachodzącego słońca. Stają się fantazją, którą pragniemy dotknąć, choć przez chwilę. Chwilę, która znika i tworzy się na nowo w innych już barwach. Czasami chciałoby się nigdy nie schodzić z chmur na ziemię... Zapraszam do bujania w obłokach.
-
Jeśli chodzi o Zamki, Twierdze i Warownie, to mam na ich punkcie prawdziwego fioła. Podczas różnego rodzaju podróży po świecie, nie raz zjechałem z głównej drogi, tylko po to, aby tylko zobaczyć kolejny Zamek. Kocham Zamki oraz zapisaną w ich murach tajemnicę średniowiecza. Będąc z rodziną na Słowacji, odwiedziłem jeden z największych słowackich zamków - „Spisky Hrad. Prawdziwą frajdą było jechanie w kierunku zamku, który górował nad okolicą. Magią jego zwiedzanie. Czułem się jak powracający z Krucjaty Rycerz Okrągłego Stołu do swego Camelotu, by pokłonić się Królowi Arturowi i wręczyć mu Świętego Grala. Każdy Zamek ma swoja historię, którą trzeba odkryć. Ja kilka już poznałem. Oto jedna z nich.
-
Jedni lubią czas spędzać nad morzem inni w górach. Ja zdecydowanie wolę jednak góry. Moja żona również. To Ona zaraziła mnie górską pasją i nie wyobrażam sobie roku bez odwiedzenia polskich gór. W górach zawsze jest ciekawie. Zawsze jest co robić, no chyba, że pada deszcz. Ale i nawet wtedy można sobie zorganizować czas. Niejedna przytulna karczma przytuli studzonego wędrowca i pokrzepi grzanym piwem z goździkami. Uwielbiam smak tego lenistwa. W galerii przedstawiam Wam zdjęcia które wykonałem podczas moich pobytów w górach. Dotyczą one różnych okresów. Nie ma tutaj ciągłości opowieści o górskich bezdrożach, ale to co najbardziej lubię, różnorodność. Nic dziwnego. Takie są przecież góry. Góralu, czy ci nie żal...?
-
Cmentarz to słowo, które zazwyczaj kojarzy nam się z czymś smutnym. Czasem przybiera mroczne zabarwienie i wydaje nam się straszne. My staraliśmy się spojrzeć na Cmentarz jako miejsce w którym możemy „dotknąć” przemijania. Miejsce, w którym wyryta jest przeszłość i przyszłość, a czas zastygł w kamieniu. Gdy przyjrzymy się uważnie nagrobkom zrozumiemy język, którym starają się do nas mówić. Spotkamy się z tymi co odeszli. Posłuchajmy ich świadectwa. Przemijanie ciągle trwa. Niektóre nagrobki urzekają swoim architektonicznym pięknem. Inne oślepiają blaskiem kiczu współczesności. Zapraszamy Was do przejścia razem z nami w tajemniczy wymiar cmentarzy.
-
„Nie szata zdobi człowieka, lecz człowiek szatę”. Jednak w takim dniu, jak własny ślub powinniśmy wyglądać wyjątkowo. Przedstawiamy Wam kilka zdjęć, obrazujących wyjątkowość sukien ślubnych. Każda z nich jest nie powtarzalna i dodaje magicznego blasku osobie, która je założy w tym wyjątkowym i jedynym dniu naszego życia. My również byliśmy pod wielkim urokiem owych kreacji. Spróbujmy razem odnaleźć w nich piękno.
-
352 Łowicka Piesza Pielgrzymka wyruszyła 21 maja 2007 roku. Jest to jedna z najstarszych pielgrzymek w Polsce, która od 1656 roku nieprzerwanie pielgrzymuje na Jasna Górę do swojej Matki, Królowej Polski. Impulsem do podjęcia pątniczego trudu przez mieszkańców Łowicza i jego okolic była słynna obrona Jasnej Góry przed Szwedami. Niezliczone rzesze ludzi szły pieszo do Matki Bożej aby podziękować jej za cud ocalenia i przemiany, prosząc o łaski na nadchodzące lata. Przez Ojców Paulinów nazywana jest „jaskółką pieszego pielgrzymowania” gdyż rozpoczyna jako pierwsza, sezon pieszych pielgrzymek na Jasną Górę. Hasłem tegorocznej 352 pielgrzymki liczącej ok. 400 pielgrzymów były słowa wypowiedziane przez Chrystusa - „Wytrwajcie w miłości Mojej”.
-
To było wyjątkowe wydarzenie w Łowiczu. Prawdziwa lekcja „żywej historii”. Pierwsze tego typu wydarzenie – rekonstrukcja na Ziemi Łowickiej. Składała się ona z dwóch części: nocnej i dziennej. Wieczorem 13 października 2007 roku, można było obejrzeć wejście wojsk niemieckich do miasta, masowany atak bombowy, poległych jego mieszkańców oraz próbę walki harcerzy i polskich żołnierzy z okupantem. Walka ta jak wiemy, z góry skazana była na niepowodzenie. Przypomina jednak o bohaterstwie ludzi, którzy w tym okresie przelali za Ojczyznę swoją krew. Drugiego dnia rekonstrukcji, 14 października nad rzeką Bzurą rozegrała się kolejna bitwa. Tym razem oglądaliśmy zmagania 10 Pułku Piechoty z Niemcami. Wejście oddziałów niemieckich przy wsparciu czołgów i broni maszynowej, przeprawę przez rzekę, walki w okopach. Zatrzymajmy się na chwilę nad tymi wydarzeniami oglądając zdjęcia, mając na uwadze fakt, jak dobrze żyć nam teraz w wolnej Polsce.















